Czy warto sięgać po malarstwo akademickie ilustrując książki popularyzujące historię, czyli fotoedytora zmagania z historią

Myślę, że liczba przeciwników i zwolenników malarstwa historycznego, w szczególności XIX-wiecznego, rozkłada się po równo.

Z jednej strony, nie jest w dobrym tonie przyznawanie się do lubienia akademizmu. Po czasach prymatu awangardy, kolejnych „izmach”, czy wreszcie ogłoszeniu śmierci malarstwa wydaje się ono być anachronizmem. Twórcy akademiccy operują tradycyjnym zestawem środków obrazowania — realizmem formy, konwencjonalnym doborem barw, klasycznym modelunkiem światłocieniowym i wystudiowaną kompozycją.
Nie ma miejsca na spontaniczność, dominuje monumentalizm, patos rodem z greckiej tragedii.

Z drugiej strony, obrazy przedstawiające postaci i wydarzenia historyczne to wizja malarza. Można zatem zastanawiać się, na ile wizja ta ma umiejscowienie w tradycji, i ile wspólnego ma ona z prawdą historyczną. A trzeba pamiętać, iż niektóre wizje całkowicie zawładnęły zbiorową wyobraźnią. Wyobraźmy sobie Merowingów inaczej, niż na obrazach Évariste-Vitala Luminaisa, Mieszka I czy Bolesława Chrobrego inaczej, niż Poczcie królów i książąt polskich Jana Matejki, Henryka VIII inaczej, niż sportretowanego przez Hansa Holbeina Młodszego.

Czy zatem nie lepiej ograniczyć się do konwencjonalnych portretów i skupić na tym co ocalało z pożogi historii? Zabytkach materialnych: dziełach sztuki, architektury i piśmiennictwa, regaliach, uzbrojeniu, monetach i innych przedmiotach codziennego użytku.
Tak, jest to kusząca i rzetelna metoda, nie narazi nas na zarzut sztuczności i fałszowania historii.

A jednak, gdy zastanowić się głębiej, wybór powinien zależeć od rodzaju publikacji.
Nie sposób tak ilustrować publikacji naukowej. Jednakże czytelnika książek traktujących historię nieco lżej, niekoniecznie zainteresują ruiny fundamentów świątyni z X wieku czy niekompletne fragmenty zapinek. Iluminowane kodeksy, obrazy sztalugowe czy freski są niewątpliwie świadectwem czasów, w których powstały, ale pamiętajmy, że i one podlegały konwencjom w zakresie formy i treści. W czym zatem są lepszym materiałem ilustracyjnym dla książek, które nie roszczą sobie prawa do odkrywania historii, a mają na celu tylko ją popularyzować?

Z podobnym problemem muszą zmierzyć się filmowcy: muszą odtworzyć przeszłość mając do dyspozycji współczesne środki. I problem nie ogranicza się tylko do zgodności scenariusza z faktami historycznymi, treści dialogów, elementów scenografii, kostiumów czy muzyki. Bo czy współczesny człowiek (aktor/ka) jest w stanie całkowicie wcielić się odgrywaną postać historyczną? Pewnie nie, i nie jesteśmy nawet w stanie tego ocenić: nasz sposób wysławiania, zachowania, poruszania są zupełnie inne.

Niektórych obrazów historycznych nie warto traktować zbyt dosłownie, będąc uzbrojonym „w szkiełko i oko”. Czasem warto „tylko” docenić umiejętności warsztatowe twórcy, urodę detali, pozwolić porwać się wizji artysty: skupić się na nastroju i anegdocie.

Nie sposób odmówić wielu twórcom rzetelnego podejścia do historii. Pamiętajmy, iż wielu z nich, namalowanie obrazu, zaprezentowanego publiczności na Salonie, poprzedzało wykonaniem wielu przygotowawczych szkiców, w których starali się uchwycić pożądaną siłę wyrazu, prawdę o postaciach. I zapewne nie wszystko w tych obrazach jest fikcją, powstałą w wyobraźni artysty. Wielu z nich, jak na przykład D. Ingres było kolekcjonerami starodruków, dawnych strojów, biżuterii. Podobną metodę, poprzedzoną drobiazgowymi studiami nad realiami epoki, w której osadzony był temat obrazu, stosował Jan Matejko. Trudno zatem powiedzieć, iż byli ignorantami.

W gruncie rzeczy większość z nas akceptuje akademicki sposób obrazowania ;-). Tęskni za anegdotą, która pobudziłaby wyobraźnię, czytelną formą, która pozwoli docenić kunszt artysty, i skłoni do powiedzenia sakramentalnego „nie potrafię tak tego namalować”.
Wszak każdy obraz jest odrębną historią.

  • Évariste-Vital Luminais, Śmierć Chrama, Mort de Chramn, XIX w./Musée des beaux-arts de Brest
  • Évariste-Vital Luminais, Synowie Chlodwiga II, 1880/Art Gallery of New South Wales and Sydney w  Sydney
  • Évariste-Vital Luminais, Merowingowie na polowaniu,  ok. 1875-1885/Dahesh Museum of Art w Nowym Jorku
  • Wilhelm von Kaulbach, Koronacja Karola Wielkiego, 1861/Maximilaneum w Monachium
  • Wojciech Gerson, Królowa Ryksa, 1891/Muzeum Mazowieckie w Płocku
  • Louis-Félix Amiel, Filip II, XIX w, Wersal
  • Hermann FreiholdPlüddemann, Fryderyk Barbarossa na sejmie w Besançon w 1157 roku, 1859, Galerie Neue Meister w Dreźnie
  • Wiktor Wasniecow, Rycerz na rozdrożu, 1878/Muzeum Rosyjskie w Sankt Petersburgu
  • Paul Delaroche, Egzekucja Lady Jane Grey, 1833/National Gallery w Londynie
  • Pierre-Charles Comte, Henryk III i książę Gwizjusz, 1855/Musée du Château w Blois
  • Paul Delaroche, Zabójstwo księcia Gwizjusza, 1838/Musée du Château w Blois
  • Nicolas-André Monsiau, Ludwik XVI wydaje instrukcje kapitanowi Jean-François de Lapérouse przed jego podróżą dookoła świata, 29 czerwca 1785, 1817/Wersal
  • Jan Chełmiński, Dwór polskiego magnata w podróży w czasie panowania Augusta III, 1880//fot.http://www.agraart.pl
  • Aleksander Gierymski, W altanie, 1882/Muzeum Narodowe w Warszawie
  • Charles-Louis Müller, Apel ostatnich ofiar Terroru w więzieniu Saint Lazare, 1850/Vizille, Musée de la Révolution Française, Château de Vizille
  • Adolf Friedrich Erdmann von Menzel, Dobry wieczór, Panowie! – Fryderyk Wielki w Lissie, 1858/Kunsthalle Hamburg
  • Maurice Orange, Bonaparte pod piramidami, XIX w./Musée du Vieux Granville
  • Jean-Léon Gérôme, Napoleon i jego sztab generalny podczas wyprawy do Egiptu, 1863/Ermitaż w Sankt Petersburgu


PODZIEL SIĘ

FacebookTab